Dlaczego pielgrzymujemy?
Jubileuszowy rok 2025 jest czasem wielkich rocznic. Zachęceni do pielgrzymowania przez papieża Franciszka, który ogłosił, że będziemy przeżywać ten rok pod hasłem „Pielgrzymi nadziei”, postanowiliśmy uczcić 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego właśnie pielgrzymką.
Oczywistym kierunkiem jest grób św. Wojciecha w gnieźnieńskiej archikatedrze, przed którym chcielibyśmy ślubować Chrystusowi wytrwanie w wierze ojców, którą rozkrzewili w naszym narodzie Piastowie. W tym roku przypada także 1700-lecie potwierdzenia królewskiej godności Chrystusa przez Sobór Nicejski oraz 100-lecie ustanowienia Święta Chrystusa Króla przez papieża Piusa XI encykliką Quas Primas.
Z tego powodu w szczególny sposób chcemy podkreślić, że Chrystus Pan jest naszym Królem, a my Jego poddanymi. Niestety wielu katolików dzisiaj zapomniało, że naszym obowiązkiem jest walka o Chrystusowe prawo i świętą wiarę. Rozpowszechnił się indyferentyzm religijny, modernizm i upadek obyczajów.
Dlatego chcemy pielgrzymować pod sztandarem Kościoła Walczącego – zapraszamy wszystkich, którzy się do niego poczuwają.
Stany Kościoła Chrystusowego
Według tradycyjnej nauki są trzy stany Kościoła Chrystusowego. Ten w niebie, zwany triumfującym (Ecclesia triumphans), ten w czyśćcu, zwany cierpiącym lub pokutującym (Ecclesia patiens lub poenitens), i ten na ziemi, który przez wieki był nazywany walczącym albo wojującym (Ecclesia militans), a teraz częściej można usłyszeć o nim jako o Kościele pielgrzymującym (Ecclesia peregrinans). Do powrotu do tradycyjnego nazewnictwa zachęcał nas sam świętej pamięci papież Benedykt XVI:
„Pojęcie Ecclesia militans – Kościoła wojującego – nie jest dziś modne – stwierdził Papież. – W rzeczywistości jednak coraz lepiej rozumiemy, że jest prawdziwe, oddaje coś z prawdy. Widzimy, że zło chce opanować świat i konieczne jest podjęcie walki ze złem. Widzimy, że zło posługuje się w tym wieloma sposobami: okrutnymi, uciekając się do różnych form przemocy, ale też udaje dobro i w ten sposób narusza moralne fundamenty społeczeństwa. Św. Augustyn powiedział, że cała historia jest walką dwóch miłości: miłości własnej, aż do pogardzania Bogiem, i miłości Boga, aż do pogardzania sobą w męczeństwie. My uczestniczymy w tej walce, a w walce ważne jest mieć przyjaciół. Ja mam wokół siebie przyjaciół z Kolegium Kardynalskiego. To są moi przyjaciele, z nimi czuję się jak w domu, czuję się pewnie w tym towarzystwie wielkich przyjaciół, którzy są ze mną i są, wszyscy razem, z Panem Bogiem. Dziękuję wam za tę jedność w radościach i bólach. Idziemy naprzód. Pan powiedział: «Odwagi, Jam zwyciężył świat». Jesteśmy w «drużynie» Pana, a zatem w drużynie zwycięskiej.”
Czym Kościół Walczący jest najlepiej definiuje Katechizm Soboru Trydenckiego:
„Istnieją dwie główne części Kościoła: triumfujący i walczący. Pierwsza jest wspaniałym i szczęśliwym zgromadzeniem błogosławionych duchów i tych, którzy zatriumfowali nad światem, ciałem i perfidnym diabłem. Wolni i bezpieczni od nękań tego życia, cieszą się wieczną błogością. Druga to ogół wiernych, którzy wciąż żyją na ziemi. Jest ona nazywana wojowniczą, ponieważ jej członkowie muszą zawsze walczyć z tymi strasznymi wrogami, którymi są świat, ciało i diabeł. Nie powinno to jednak oznaczać, że są to dwa Kościoły; ale raczej, jak powiedzieliśmy, dwie części tego samego Kościoła, z których jedna wyprzedziła i jest już w posiadaniu niebiańskiej ojczyzny; druga podąża za ziemią aż do dnia, w którym zjednoczona ze Zbawicielem spocznie w wiecznej szczęśliwości.”
Walka Kościoła na ziemi
Walka Kościoła na ziemi jest oczywiście w pierwszej mierze walką duchową. Jest to codzienne zmaganie się z własnymi słabościami, codzienna próba odrzucania grzechów i postępowania w cnotach, codzienne stawianie czoła Szatanowi i swoim pożądliwościom. Dlatego też w Księdze Hioba pada pytanie: "Czyż nie do bojowania podobny jest żywot człowieczy?" Jak podkreśla jednak papież Pius XI w encyklice Quas Primas, której stulecie napisania w tym roku obchodzimy, walka katolików powinna mieć miejsce także w społeczeństwie, bo „nie ma tu żadnej różnicy między jednostkami, rodzinami czy państwami, ponieważ ludzie złączeni w społeczeństwie niemniej podlegają władzy Chrystusa, jak jednostki. Zaiste On jest źródłem zbawienia dla pojedynczych ludzi, jak i dla ogółu: 'I nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym mielibyśmy być zbawieni' (Dz 4,12)”. On sam jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedynczych obywateli, jak dla państwa: "Nie skądinąd bowiem szczęście dla państwa, a skądinąd dla człowieka: ponieważ państwo, to nic innego, jak zgodny zespól ludzi" (św. Augustyn, List do Macedończyków, rozdz. 3).
(...) O jakiejże szczęśliwości zażywalibyśmy, gdyby tak jednostki, jak rodziny i państwa pozwoliły, by Chrystus nimi kierował. „Wtedy dopiero – że użyjemy słów, jakie przed 25 laty wypowiedział do wszystkich Biskupów, Poprzednik Nasz Leon XIII – będzie można uleczyć tyle ran, wtedy wszelkie prawo odzyska swą dawną powagę, powróci pokój, wypadną z rąk miecze i broń, kiedy wszyscy chętnie przyjmą panowanie Chrystusa i będą Mu posłuszni, kiedy wszelki język wyznawał będzie, iż Pan Nasz Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca” (Encyklika Annum Sanctum).
Ponieważ świat pełen jest idei i nurtów wrogich idei królowania Chrystusa, my, jako Jego wierni poddani, musimy prowadzić nieustanną walkę o nawracanie dusz i o wprowadzenie świętych praw wiary katolickiej do naszych rodzin i państw. Jak pisał dalej Pius XI: „Stąd wielką żywimy nadzieję, że święto Chrystusa Króla, odtąd corocznie obchodzone, rychło sprowadzi z powrotem społeczeństwo do Najukochańszego Zbawcy”. Oczywiście, byłoby to rzeczą katolików przygotować i przyspieszyć pracą swą i działalnością ten powrót; jednakowoż wielu z nich, zda się, ani nie zajmuje w życiu społecznym stanowiska, ani nie ma tej powagi, co przystoi tym, którzy niosą pochodnię prawdy. Może to niekorzystne położenie należy przypisać opieszałości lub bojaźliwości dobrych, którzy wstrzymują się od walki lub zbyt miękko się sprzeciwiają; skutkiem czego wrogowie Kościoła nabierają większej zuchwałości i odwagi. Atoli, gdyby wszyscy wierni zrozumieli, że mają obowiązek pod sztandarami Chrystusa Króla odważnie i wciąż walczyć, wtedy by z apostolską gorliwością starali się pojednać z Bogiem."
Choć wiele jest dzisiaj szkodliwych treści i błędnych myśli, przed którymi trzeba chronić zarówno nasze dzieci i rodziny, jak i państwo oraz przestrzeń publiczną, to nasza walka nie może kończyć się na okopaniu we własnej twierdzy. Święty Maksymilian Maria Kolbe, pisząc o misji Rycerstwa Niepokalanej, wspominał: „Musimy nie tylko bronić wiary, przyczyniać się do zbawienia dusz, ale w brawurowym ataku, nie pamiętając zupełnie o sobie, zdobywać dla Niepokalanej duszę po duszy, placówkę po placówce, zatknąć Jej sztandary na wydawnictwach dzienników, prasy periodycznej i nieperiodycznej, agencjach prasowych, antenach radiowych, pałacach sztuki, literatury, teatrach, kinach, sejmach i senatach, słowem wszędzie po całym świecie, i dopilnować, by nikt nigdy nie zdołał tych sztandarów usunąć.”
Kościół i Wojna
Kościół niejednokrotnie musiał chwytać także za oręż fizyczny. Kiedy zaś taka sytuacja miała miejsce, walka zbrojna była nie tylko usprawiedliwiona, ale mogła być również zasługą. Jak pisał w Pochwale nowego rycerstwa św. Bernardyn z Clairvaux: „Lecz rycerze Chrystusa walczą w pełni bezpieczni w bojach ich Pana, bowiem zabijając nieprzyjaciela, nie muszą oni obawiać się znieważenia Boga i nie narażają się na niebezpieczeństwo, gdy sami zostają zabici. Dla Jezusa Chrystusa bowiem zadają lub otrzymują śmiertelny cios i tym samym nie tylko nie obrażają Boga, lecz zyskują wielką chwałę. W rzeczy samej, jeżeli zabijają, to robią to dla Pana, a jeżeli sami zostają zabici, to Pan jest dla nich. Lecz jeśli zabicie nieprzyjaciela i zemsta jest mu miła, lepiej jest im poddać się rycerzowi, aby go pocieszyć.”
I tak walczyli mieczem wojownicy rekonkwisty na Półwyspie Iberyjskim, a błogosławił im sam Święty Jakub. Swoją zbrojną pielgrzymką wyprawiali się do Ziemi Świętej rycerze krucjat. Doskonale znana nam jest chwalebna obrona Wiednia. Wiele razy musieli katolicy walczyć z muzułmanami. Innym razem trzeba było bronić wiary przed protestantami, jak podczas Sacco di Roma, albo Pielgrzymki Łaski w Anglii. Musieli wierni synowie Kościoła przelewać swą krew, walcząc z bezbożnictwem podczas powstania w Wandei, Christiady w Meksyku, hiszpańskiej krucjaty antykomunistycznej, albo obrony Europy podczas Cudu nad Wisłą.
Nie obce było Kościołowi przez wieki pojęcie wojny sprawiedliwej, tak dalekie od pacyfizmu, który niektórzy współcześni próbują przypisać chrześcijaństwu. Papieże i święci nie tylko nie potępiali szlachetnych czynów zbrojnych, ale często do nich zachęcali i udzielali im błogosławieństwa. W kalendarzu liturgicznym znajduje się wiele świąt ustanowionych na pamiątkę zwycięskich bitew chrześcijan:
- Najświętszego Imienia Maryi (12 września) – ustanowione przez papieża Innocentego XI na pamiątkę zwycięstwa wojsk chrześcijańskich nad Turkami pod Wiedniem w 1683 roku.
- Matki Bożej Różańcowej (7 października) – wprowadzone przez papieża Piusa V po bitwie pod Lepanto w 1571 roku, przypisywane wstawiennictwu Maryi i modlitwie różańcowej.
- Podwyższenie Krzyża Świętego (14 września) – nawiązuje do odzyskania relikwii Krzyża Świętego przez cesarza Herakliusza w 628 roku.
Ponadto wielu uczestników tych wydarzeń jest czczonych jako świętych, a pieśń krucjat Salve Regina została włączona do brewiarza. Co więcej, w każde południe dzwony biją we wszystkich kościołach – dzieje się tak od 1456 roku, kiedy to papież nakazał tę praktykę, by wzywać do modlitwy za obrońców Belgradu.
Dlaczego Kościół Walczący?
Nie da się nie zauważyć, jak zrósł się język militarystyczny z językiem duchowym. Naprzód przez odniesienia do Starego Testamentu, gdzie starożytne starcia Izraelitów zapowiadały potyczki duchowe Chrześcijan. Jednakże i Nowy Testament pełen jest odniesień do miecza i walki. Jedno z wybitniejszych dzieł katolickiej duchowości, napisane przez Wawrzyńca Scupoli, nosi wdzięczną nazwę "Walka duchowa". Kim jest Michał Archanioł, jak nie niebiańskim wojownikiem, prowadzącym zastępy anielskie w bój przeciwko Szatanowi? Kim jest Najświętsza Maryja Panna, jak nie naszą Królową i Hetmanką? Kim jest wreszcie Chrystus Król, jak nie naszym Wodzem i najwyższym Zwierzchnikiem? Skąd sen świętego Jana Bosco o papieskim okręcie wojennym? Skąd Ćwiczenia duchowe świętego Ignacego Loyoli, oparte na rozmyślaniu o wielkiej armii Boga, szykującej się do starcia z armią szatańską? Być może stąd, że dla żołnierza na wojnie codziennym obowiązkiem jest praktykowanie cnót w stopniu heroicznym. Na co dzień bowiem narażają własne życie dla obrony ojczyzny, przyjaciół, czy ze względu na posłuszeństwo, dla wykonania rozkazu. Może stąd, że łacińskie "virtus", oznaczające cnotę, oznacza również męstwo, bo pierwotnie używano tego terminu na określenie odwagi wojowników, a później rozciągnięto je także na inne dziedziny. Dwutysiącletnie dziedzictwo Kościoła Katolickiego mówi nam, że jesteśmy na wojnie. Na świętej wojnie ze światem, ciałem i diabłem. Postawa bierności, pacyfizmu i dialogowania ze złem nie sprawi, że wojna zniknie, ale że wymrzemy. Jeżeli stracimy ducha walki, to rychło polegniemy. Dlatego więc jesteśmy Kościołem pielgrzymującym, który zmierza do Niebieskiego Jeruzalem. Na drodze jednak czyhają na nas wrogowie, dlatego każdy pielgrzym musi mieć przy sobie miecz, by z miłości do Chrystusa zwyciężać swoje grzechy i słabości, a później wywalczyć dla Niego należne miejsce w rodzinach, narodzie, państwie i na świecie. Musimy więc podnieść sztandar Kościoła Walczącego, by pod nim walczyć o swoje dusze i na końcu móc powtórzyć za świętym Pawłem: „Dobry bój stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem.”